Czarownictwo w kinie i telewizji

od „Czarownic” („Häxan”) Benjamina Christensena z 1922 roku do „Mgieł Avalonu” („The Mists of Avalon”) Uli Edela z 2001 roku

W przeciągu ostatnich stu lat postrzeganie archetypicznej czarownicy w naszym społeczeństwie gruntownie się zmieniło. Na początku ubiegłego wieku pokutował jeszcze jej wizerunek opisany w 1487 roku w „Malleus Maleficarum” przez dwóch dominikańskich inkwizytorów Jacoba Sprengera i Heinricha Kramera – okrutnej czcicielki Szatana składającej krwawe ofiary z ludzi, uczestniczącej w orgiach z demonami i odpowiedzialnej za wszelki nieurodzaj i choroby nękające jej sąsiadów. Ten obraz zaczął powoli zmieniać się pod wpływem działalności antropologów – zwłaszcza Amerykanina Charlesa Godfreda Lelanda i angielskiej egiptolożki dr Margaret Alice Murray, którzy w swoich pracach starali się udowodnić, że czarownice – zarówno kobiety jaki i mężczyźni – byli tak naprawdę poganami, wyznawcami przedchrześcijańksich kultów płodności, które w oczywisty sposób nie miały nic wspólnego z satanizmem. Rogaty Bóg czarownic miał więc być celtyckim Kernunnosem, greckim Panem, którego wizerunek chrześcijaństwo usiłowało skazić i wyszydzić. W 1954 natomiast inny antropolog doktor Gerald B. Gardner w swojej publikacji „Witchcraft Today” twierdził, że ów kult nadal istnieje i on sam został do niego inicjowany w 1939 roku. Publikację książki umożliwiło mu zniesienie w Wielkiej Brytanii  w1951 roku ostatnich praw wymierzonych przeciwko czarownicom.

Niezależnie od tego czy dr Gardner był twórcą owego Kultu Czarownic, czy istniał on wcześniej lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte stały się w Wielkiej Brytanii areną szybkiego rozwoju tej religii. W połowie lat sześćdziesiątych Wicca (termin oznaczający w języku staroangielskim „czarownika”) dotarła do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej gdzie uległo ogromnej transformacji. Wcześniej była ona religią angielskiej klasy średniej, której wyznawcy oddawali cześć zarówno Rogatemu Bogu Śmierci i Odrodzenia jak i Bogini Księżyca i Magii. W Stanach Zjednoczonych tymczasem zainteresowały się nią głównie feministki i hippisi. Popularny wizerunek czarownicy – latającej na miotle komicznej staruchy w absurdalnym kapeluszu – uznali oni ze skażony przez patriarchalną kulturę wizerunkiem kobiety – wolnomyślicielki. W 1979 roku ukazała się książka Miriam Simos (tworzącej pod pseudonimem Starhawk) pod tytułem  „Spiralny Taniec: Odrodzenie Starożytnego Kultu Wielkiej Bogini” („The Spiral Dance: A Rebirth of the Ancient Religion of The Great Goddess”). W owej publikacji Starhawk umiejętnie połączyła czarownictwo z feminizmem. Historię prześladowań czarownic utożsamiła, należy dodać, że wbrew oczywistym faktom, z historią prześladowań kobiet. Rola Boga Czarownic została zmarginalizowana na rzecz Wielkiej Bogini. „Spiralny Taniec: Odrodzenie Starożytnego Kultu Wielkiej Bogini” po dziś dzień pozostaje najpopularniejszą i najbardziej wpływową publikacją na temat pogańskiego czarownictwa.

Zarówno w swojej feministycznej jak i bardziej zachowawczej postaci Wicca stała się najszybciej rozwijającą się religią w Stanach Zjednoczonych i Europie. Jako taka w bardzo wyraźny sposób zaczęła wpływać na współczesną kulturę masową. Znalazła też swoje odbicie w przemyśle filmowym. Zarówno na dużym, jak i na małym ekranie.

Pierwszym filmem w całości poświęconym czarownictwu były „Czarownice”  („Häxan”) z 1922 roku. Wyreżyserował go Duńczyk Benjamin Christensen. W tym niezwykłym dziele nakręconym w estetyce niemieckiego ekspresjonizmu– ni to horrorze, ni to paradokumencie – przedstawiony jest w oczywisty sposób klasyczny wizerunek czarownicy – czcicielki Diabła warzącej w kotle trucizny. W filmie są drobiazgowo ukazywane liczne perwersje i wynaturzenia popełniane przez tytułowe bohaterki. Mamy więc i akty kanibalizmu, bluźnierstwa i wyuzdane orgie. Sam reżyser odtwarza w nim postać Szatana i, w jednej ze scen, Jezusa Chrystusa.

Pod koniec postawiona jest teza, że czarownice były tak naprawdę obłąkane. Okrucieństwa, których się dopuszczały wynikały właśnie z choroby, a często były jedynie rojeniami chorych umysłów.

Jednak już  w 1942 roku w filmie „Poślubiłem czarownicę” („I Married a Witch”) w reżyserii René Claira z Veronicą Lake i Frederickiem Marchem tytułowa czarownica przedstawiona jest już w bardziej sprzyjającym świetle. Młoda czarownica Jennifer zanim wraz z ojcem, również czarownikiem, zostaje spalona na stosie przeklina swojego oprawcę, Jonathana Wooley’a, oraz cały jego ród by jego męscy potomkowie nigdy nie zaznali szczęścia w małżeństwie. Już w dwudziestym wieku duch czarownicy powraca by podać magiczną miksturę potomkowi Wooley’a, tak by zakochał się w niej, a nie kobiecie, którą ma następnego dnia poślubić. Sama jednak przez przypadek wypija miłosny napój – jednak młody Wallace Wooley i tak się w niej zakochuje.

Chociaż  w tym filmie czarownictwo nadal jest moralnie podejrzane widać  wyraźnie zmianę w wizerunku czarownicy. Postać kreowana przez Veronicę Lake budzi sympatię i ostatecznie, gdy decyduje się ona zrezygnować ze swoich nadnaturalnych mocy nic nie stoi na przeszkodzie by mogła ona zostać pełnoprawną członkinią idealnej amerykańskiej rodziny.

W podobnym duchu utrzymana jest „Czarna magia na Manhattanie” („Bell Book and Candle”) z 1958 roku w reżyserii Richarda Quinea z Kim Novak i Jamesem Stewartem. Młoda czarownica Gillian Holroyd decyduje się rzucić zaklęcie miłosne na Shepa Hendersona w momencie gdy okazuje się, że chce on ożenić się z jej z wrogiem numer jeden z collegeu, Merle Kittridge. W pewnym momencie okazuje się jednak, że czarownica nie może się zakochać i Gillian, podobnie jak Jennifer z „Poślubiłem czarownicę” musi dokonać wyboru: magiczne moce czy życie z ukochanym mężczyzną. Oczywiście podobnie jak w poprzednim filmie czarownica wybiera miłość.

Obydwa filmy traktują czarownictwo z lekkim przymrużeniem oka. Zupełnie inaczej dzieje się w głośnym filmie Romana Polańskiego „Dziecko Rosemary” („Rosemary’s Baby”) z 1968 roku. Młode małżeństwo wynajmuje mieszkanie w Nowym Jorku. Ich sąsiadami okazuje się sabat czarownic. Czarownice doprowadzają do tego, że grana przez Miię Farrow Rosemary zostaje zapłodniona przez Szatana, a potem dopilnowują by urodziła ona jego dziecko. Czarownice w tym filmie to członkowie wszechwładnej satanistycznej sekty stopniowo osaczającej głównych bohaterów. Przedstawione są w makabrycznej estetyce w bezpośredni sposób nawiązującej do klasycznych „Czarownic” z 1922 roku. Podobnie jak bohaterki owego filmu oddają się one tajemniczym rytuałom, często o podłożu seksualnym. Diabeł, którego czczą również przypomina postać ze słynnego filmu Benjamin Christensen. Podobnie jak u duńskiego reżysera nie do końca orientujemy się czy mamy w filmie do czynienia z autentycznymi wydarzeniami, czy tylko majaczeniami – w tym przypadku głównej bohaterki, tytułowej Rosemary.

Film Polańskiego zrobił takie wrażenie, że w kinie przez długie lata pokazywano czarownice niemal wyłącznie jako czcicielki Szatana. Nie jest tu wyjątkiem film „Czarownice z Eastwick” Georgea Millera z 1987 roku, w którym jednak starano się przełamać, przynajmniej częściowo ten stereotyp. Grane przez Cher, Susan Sarandon i Michelle Pfeiffer bohaterki, trzy znudzone kobiety z małego miasteczka na Rohde Island przywołują Diabła, dzięki któremu odkrywają w sobie magiczne moce. Pomimo swoich często dwuznacznych moralnie działań bohaterki są przedstawione w pozytywnym świetle – w przeciwieństwie do purytańskiej amerykańskiej prowincji. I chociaż ostatecznie odżegnują się one od swojego szatańskiego mentora nie ma już w ich przypadku mowy o powrocie do spokojnej, konwencjonalnej egzystencji jak to miało miejsce w przypadku bohaterek „Poślubiłem czarownicę” czy „Czarnej magii na Manhattanie”.

Na prawdziwy przełom w ukazywaniu czarownic na dużym ekranie trzeba było jeszcze poczekać. Nastąpił on w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych w związku z powstaniem takich filmów jak „Szkoła czarownic”  („The Craft” 1996) Andrew Fleminga czy „Totalna magia” („Practical Magic” 1998) Griffina Dunnea. W filmach tych czarownice nie są już w związku ze swoimi nadnaturalnymi zdolnościami trwale wyłączone poza nawias społeczeństwa. Wręcz przeciwnie – ich moce okazują się być w ostatecznym rozrachunku czynnikiem niezbędnym do zachowania powszechnego ładu i sprawiedliwości. Obydwa filmy mają też liczne podteksty feministyczne co sugeruje ewidentne wpływy na twórców książek Starhawk i innych feminizujących czarownic.

Wbrew pozorom z tendencją by czarownice przedstawiać w pozytywnym, a przynajmniej neutralnym świetle, nie kłócą się tak głośne produkcje jak „The Blair Witch Project” (1999) Daniela Myricka i Eduardo Sáncheza i „Księga Cieni: Blair Witch 2” („Book of Shadows: Blair Witch 2” 2000) Joego Berlingera. Chociaż są to klasyczne horrory tytułowa czarownica nie pojawia się w nich nawet na chwilę. Przyczyną mrożących krew w żyłach zdarzeń są raczej lęki głównych bohaterów i ich obsesje dotyczące tej tajemniczej postaci. Co więcej w drugiej części „The Blair Witch Project” po raz pierwszy na szerokim ekranie zaprezentowana jest postać wiccanki. Postać ta grana przez Ericę Leerhsen należy do sympatyczniejszych w filmie. Nie funkcjonuje też poza nawiasem grupy w której się znalazła – wręcz przeciwnie jest jej pełnoprawną członkinią.

Pozytywną  ewolucję wizerunku czarownicy można również zaobserwować  w kinie młodzieżowym. Jeszcze w powstałym w 1990 roku filmie „Czarownice” („The Witches”) w reżyserii Nicolasa Roega na podstawie książki Roalda Dahla przedstawia się je jako nienawidzące dzieci potwory, z którymi zmagać się muszą główni bohaterowie. Ale już 2001 zmienia tę sytuację diametralnie wraz z wejściem na ekrany filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” („Harry Potter and the Philosopher’s Stone”)  Chrisa Columbusa. Zapoczątkowuje on cały cykl ekranizacji prozy J. K. Rowling, w którym głównymi bohaterami są nastoletnie czarownice obojga płci. Sukcesy następnych ekranizacji -kolejno: „Harrego Pottera i Komnaty Tajemnic” Chrisa Columbusa (“Harry Potter and the Chamber of Secrets” 2002), “Harrego Pottera i Więźnia Azkabanu” Alfonso Cuaróna (“Harry Potter and the Prisoner of Azkaban” 2004) i “Harrego Pottera i Czara Ognia” Mikea Newella (“Harry Potter and the Goblet of Fire” 2005) – udowodniły, że na pozytywnym wizerunku czarownicy można nieźle zarobić.

Telewizja od samego początku była dla czarownic o wiele łaskawszym medium niż  srebrny ekran. W latach 1964 – 1972 pokazywano w telewizji ABC serial “Bewitched”. Opowiadał on historię granej przez Elizabeth Montgomery czarownicy Samanthy, która zdecydowała się poślubić zwykłego śmiertelnika – Darrina (granego do 1969 przez Dicka Yorka, a potem przez Dicka Sargenta). Wzorem koleżanek ze srebrnego ekranu – Jennifer z „Poślubiłem czarownicę” i Gillian z „Czarnej magii na Manhattanie” – stara się ona być „normalną” kobietą. W przeciwieństwie jednak do nich nigdy jej się to tak naprawdę nie udaje. Cała koncepcja serialu opiera się właśnie na tym, że choć Samantha stara się dostosować do otoczenia i wyrzec się swoich czarodziejskich mocy ostatecznie zawsze do nich powraca. Widzowie kochają ją jednak pomimo tego, a może właśnie dlatego.

Kolejnym serialem, którego główną bohaterką była czarownica jest popularna i u nas „Sabrina, nastoletnia czarownica”  („Sabrina, the Teenage Witch” 1996-2003). W Stanach Zjednoczonych pokazywała ją najpierw stacja ABC a później WB Television Network a w Polsce Polsat. Sabrina mieszka miasteczku Westbridge w Massachusetts ze swoimi dwoma ciotkami – czarownicami Hildą i Zeldą oraz gadającym kotem o imieniu Salem Saberhagen. Pomimo swoich magicznych zdolności Sabrina jest zwykłą nastolatką, która uczy się przyjmować odpowiedzialność za swoje czyny. Zarówno ona, jak i jej ciotki nie widzą potrzeby, żeby wyzbywać się swoich magicznych mocy – wręcz przeciwnie.

Jednak zdecydowanie najpopularniejszym serialem o czarownicach są wyprodukowane przez Aarona Spellinga „Czarodziejki” („Charmed” 1998-2006) pokazywany w Stanach Zjednoczonych przez WB Television Network a w Polsce przez Polsat. Premierowy odcinek tego serialu oglądało w 7,70 miliona widzów a ostatni 4,49 milionów. „Czarodziejki” okazały się najdłuższym w historii telewizji serialem, którego głównymi bohaterkami były wyłącznie kobiety. Wpływ feministycznego czarownictwa na ten serial są tym razem bardzo czytelne. Jedna z głównych bohaterek Prue pracuje w domu aukcyjnym Buckland, które to nazwisko należy do Raymonda Bucklanda – wiccanina, który jako pierwszy w latach sześćdziesiątych zeszłego wieku z namaszczenia samego Geralda B. Gardnera zaczął tworzyć wiccańskie loże w Stanach Zjednoczonych (pierwsza z nich powstała w Nowym Jorku na początku 1964 roku). W kolejnych odcinkach okazuje się, że czarodziejki czczą Boginię, używają rytualnego noża czarownic – athame, korzystają ze zbioru magicznych rytuałów i zaklęć zwanego zgodnie z wiccańską terminologią Księgą Cieni, witają się używając popularnego wśród współczesnych czarownic sformułowania „Blessed Be”. Już same umiejscowienie akcji serialu w San Francisco mieście będącym kolebką wielu czarowniczych organizacji – między innymi Reclaming stworzonego przez Starhawk – z pewnością nie jest przypadkiem. Podobnych smaczków jest zresztą w tym serialu dużo, dużo więcej.

Swoistym hołdem złożonym czarownicom była telewizyjna ekranizacja arcydzieła fantasy napisanego przez wiccankę Marion Zimmer Bradley pod tytułem „Mgły Avalonu” („The Mists of Avalon” 2001). Książka nawiązuje do mitów arturiańskich opowiadając je jednak z perspektywy kobiet, z których część to pogańskie kapłanki Wielkiej Bogini. W wstępie do swojej powieści autorka otwarcie przyznała, że inspirowała się twórczością Geralda B. Gardnera i Starhawk. Miniserial pokazany na amerykańskim kanale TNT wyreżyserował Niemiec Uli Edel a w obsadzie znalazły się takie gwiazdy jak Angelica Huston, Joan Allen, Samantha Mathis czy Julianna Margulies. Postacie czarownic w tym filmie diametralnie różnią się od tych ukazanych 81 lat wcześniej w „Czarownicach” Benjamin’a Christensen’a. Czarownice to mądre kapłanki czczące Boginię oraz Rogatego Boga. Nie ma tu już mowy o wynaturzonych okrucieństwach rodem z „Malleus Malleficarum” – wręcz przeciwnie. Sympatia widza niemal cały czas znajduje się po stronie czarownic.

Historia reinterpretacji wizerunku czarownicy w kinie i telewizji to historia walki o tolerancję i równouprawnienie – religijne oraz pomiędzy płciami. Odbija ona, jak w lustrze, przemiany jakim w przeciągu ostatniego stulecia poddane zostało zachodnie społeczeństwo. Czarownica – z pogardzanej i często niebezpiecznej, czczącej Szatana staruchy stała się ikoną feminizmu. Młodzi chłopcy natomiast nie chcą już być strażakami – wolą być czarownikami.