Warsztaty Starhawk – wrzesień 2010 Polska

“The Spiral Dance: a Rebirth of the Ancient Religion of the Great Goddess” była pierwszą sensowną książką na temat współczesnego czarownictwa jaką przeczytałem. Dostałem ją w prezencie od Enenny, która swego czasu była wielbicielką twórczości Starhawk. Książka całkowicie rzuciła mnie na kolana. Co prawda nie ze wszystkim co było w niej napisane się zgadzałem, ale przedstawione w niej rytuały, pieśni oraz towarzysząca im filozofia łącząca rozwój duchowy z działalnością na rzecz równouprawnienia i proekologicznym aktywizmem zupełnie mnie podbiły. Czemu wtedy nie zaangażowałem się w Reclaiming, tradycję stworzoną przez Starhawk w oparciu o jej doświadczenia związane z Wicca Tradycyjnym, Dianicznym Czarownictwem i Tradycją Feri? Sam już dobrze nie pamiętam, ale prawdopodobnie dlatego, że uważałem, że nie poradzę sobie z rytuałami, no i generalnie, że jeszcze wiele lat nauki przede mną zanim mógłbym przejść do jakiegokolwiek działania na własną rękę. Zresztą wtedy w Polsce nie spotkałem ludzi, którzy chcieliby się przyłączyć do podobnej inicjatywy. A odprawianie rytuałów w tej tradycji samemu wydawało mi się, całkiem zresztą słusznie, zupełnie bezcelowe. No a potem zachłysnąłem się Wicca Tradycyjnym i wszystkie swoje siły skupiłem na poszukiwaniu covenu, a potem na treningu. Przez te wszystkie lata jednak nadal kupowałem i czytałem książki Starhawk, sprowadzałem do Polski jej wykłady na płytach CD, a także filmy dokumentalne, które współtworzyła.

Kiedy dowiedziałem się, że w Polsce organizowane będę warsztaty Starhawk w pierwszej chwili pomyślałem, że muszę wziąć w nich udział. Od razu za nie zapłaciłem i zacząłem odliczać dni do jej przyjazdu. Im więcej ich jednak mijało, tym większy ogarniał mnie strach.  Bo czy Starhawk miała jakiekolwiek szanse, żeby sprostać własnej legendzie? Zapewne nie i mogło mnie zatem czekać jedynie gorzkie rozczarowanie. Ostatecznie zacząłem się wahać, czy w ogóle się pojawić na jej warsztatach. Kiedy jednak przyszedł 16 września, dzień jej wykładu w Warszawie, nie mogłem usiedzieć w miejscu. Zwolniłem się wcześniej pracy, pojechałem do domu i wziąłem moją kopię „Spiralnego tańca”. No a potem ruszyłem do Domu Kultury przy ul. Słowackiego 19a w którym miał odbyć się wykład. Przybyłem na niego ponad dwie godziny przed czasem. Od razu zaangażowałem się w pomoc przy organizacji spotkania. Miałem okazję poznać organizatorki całego przedsięwzięcia i… samą Starhawk. Starhawk okazała się bezpretensjonalną, pełną poczucia humoru i wewnętrznego ciepła osobą, całkowicie normalną w najlepszym tego słowa znaczeniu. Spędziliśmy na rozmowie w cztery oczy jakieś dobre pół godziny. Starhawk opowiadała o czasie spędzonym w Puszczy Białowieskiej, ja o ogromnej inspiracji jaka była dla mnie jej działalność. Zadałem jej też kilka pytań, które chciałem jej zadać od kiedy to po raz pierwszy zetknąłem się z jej twórczością. Jeśli nawet Starhawk uznała, że jestem straszną, nawiedzoną osobą, do czego pewnie dałem jej niezłe podstawy, wcale tego nie okazała. Dowiedziałem się, że jej dziadek pochodził z Polski i też się nazywał Oskar, na co ja odpowiedziałem, że w takim razie to na pewno nie jest przypadek, że się tutaj spotkaliśmy.

No a potem zaczął się wykład. Byłem przygotowany, że usłyszę historie dobrze mi znane z jej książek i znowu się miło rozczarowałem. Wykład, skupiający się na zagadnieniu duchowości w działaniu, omawiał koncepcje, które tak dogłębnie nie były poruszane w jej opublikowanych pracach.

Po krótkiej przerwie, na której jakimś cudem znowu udało mi się porozmawiać ze Starhawk, a nawet wypić z nią herbatę, rozpoczął się panel dyskusyjny, który moim skromnym zdaniem był chyba najsłabszym punktem wieczoru. Żadna dyskusja się właściwie nie odbyła. Wypowiedziało się natomiast kilka kobiet, które opowiedziały o swoich doświadczeniach duchowych, bądź ich braku, w większości niewiele mających wspólnego ze współczesnym czarownictwem, ścieżką boginiczną, czy pogaństwem.

Następnie umożliwiono publiczności zadawanie pytań uczestniczkom „panelu dyskusyjnego”. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zadał Starhawk pytania, którego nie zdążyłem jej zadać podczas wcześniejszych z nią rozmów.  

No a potem miał miejsce Spiralny Taniec poprowadzony przez Starhawk, co dla mnie było kompletnym zaskoczeniem, gdyż nie był przewidziany w programie. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w pogańskich rytuałach publicznych. Szczerze mówiąc zawsze byłem wobec nich sceptyczny. Ten rytuał był jednak niezwykły. Zrobił na mnie ogromne wrażenie i bardzo, bardzo mnie poruszył. Po twarzach biorących w nich udział ludzi można było poznać, że nie tylko ja byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co się podczas niego wydarzyło.

Po niezwykłym wieczorze spędzonym ze Starhawk pozostawało zatem czekać na warsztaty w Łucznicy, które miały się odbyć 18 – 19 września. Jak się okazało już na miejscu ich osią miała być niemiecka baśń „Hänsel und Gretel“, którą Starhawk ze znanych sobie tylko powodów przetłumaczyła nie jako „Jasia i Małgosię“, lecz jako „Oskara i Kasię“ :P .

Nie ma chyba sensu opisywać co dokładnie działo się na warsztatch. Zresztą wszyscy uczestnicy pamiętają je zapewne nieco inaczej, każdego z nas Baba Jaga nauczyła zapewne czegoś innego.  Dla mnie osobiście był to ciąg niezwykłych, transformatywnych wizji, podróż w głąb siebie, która doprowadziła do nawiązania przeze mnie zupełnie nowego rodzaju więzi z otaczającym mnie światem. Oczywiście podczas warsztatów zdarzało się też wiele momentów, w których wspólnie doświadczaliśmy błogosławieństwa Bogini i Boga. Należała do nich z całą pewnością chwila, gdy podczas rytuału nad naszym kręgiem zaczęły krążyć trzy wspaniałe jastrzębie. Starhawk, czyli imię, które przyjęła Miriam Simos po jednej ze swoich wizji oznacza po polsku Gwiezdnego Jastrzębia.   

Kiedy jechałem na warsztaty niczego nie szukałem. Chciałem po prostu pobyć trochę z moją ulubioną pisarką. A zdobyłem podczas nich wiele nowych doświadczeń, miałem okazję wiele rzeczy sobie gruntownei przemyśleć i wielu nowych rzeczy się dowiedziałem o sobie i o otaczającym mnie świecie. Czas pokaże, czy to co się wydarzyło podczas warsztatów ze Starhawk zmieni moje życie, czy pozostaną one jedynie fantastycznym wspomnieniem. Niezależnie od tego jakby się dalej nie potoczyły moje losy nigdy swojego spotkania ze Starhawk nie zapomnę.